Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 50. Jazz Nad Odrą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 50. Jazz Nad Odrą. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

JnO - Gala 50-lecia/ SBB

fot. Joanna Stoga
Wieczór rozpoczął się od koncertów zespołów. Było wspominkowo, od pierwszych laureatów z 1964 roku, czyli Jazz Band Ball Orchestra, w zmienionym składzie, po wciąż uważanych za przedstawicieli młodego pokolenia jazzowego Pink Freudów. Do jazz bandu dołączył  Stan Breckenridge z wokalem prezentując takie standardy jak śpiewany przez Billie Holliday „New Orleans”  czy „Straighten Up & Fly  Right” Nat King Cole’a. Potem na scenie pojawił się Zbigniew Namysłowski z kwintetem i utworami z płyty „Kujaviak goes funky” wydanej w 1975 roku. Potem posłuchaliśmy grupy Laboratorium, która z jazz-rockową energią przeniosła w lata 70. Na koniec pierwszej części powiew świeżości wnieśli na scene Pink Freud, nadal jedna z najbarwniejszych grup na polskiej scenie. Choć za osobowością sceniczną Wojtka Mazolewskiego akurat nie przepadam, to przyznaje, ze za ich muzyką jak najbardziej.


fot. Joanna Stoga
W przerwie po korytarzach przemykali dwaj mężczyźni z szafą. Większość zapewne słusznie skojarzyła ten popis pantomimy z etiudą filmową Romana Polańskiego oraz odgadła, jakie to ma powiązania z jazzem. Potem z owej szafy podczas drugiej części gali, wychodzili soliści dołączając do big bandu Zbigniewa Czwojdy. Z tego miejsca należy się niski ukłon w stronę muzyków, którzy swingowali przez blisko 5 godzin z przerwami. Wśród solistów znaleźli się polscy wokaliści: Marek Bałata, Grażyna Łobaszewska i Stanisław Soyka. Afrykańskiego kolorytu nadali pochodzący z RPA artyści : wokalistka Siya Makuzeni, której towarzyszył trębacz Marcus Wyatt. Jeśli chodzi o instrumentalistów, to nie mogło zabraknąć Darka Oleszkiewicza. Zagrał niestety tylko jeden utwór, ale za to jaki - „So What” z legendarnego „Kind of Blue” Milesa Davisa. Gościem specjalnym gali był trębacz Jon Faddis, który dał najdłuższy i mocno kabaretowy koncert. Utwory „Night in Tunisia” i „Emanon” przypomniały postać Dizziego Gillespie. Adam Bałdych wraz z Yaronem Hermanem zaprezentowali trzy kompozycje z ich wspólnej płyty „The New Tradition”, co było ilością zupełnie niesatysfakcjonującą. Podobnie w przypadku Tomasza Stańki, który zagrał „Kołysankę Rosemary” , „My Funny Valentine” oraz „All Blues”. Niestety forma gali, jaką sobie założyli organizatorzy, nie pozwalała na więcej. I tak przeciągnęła się w czasie, co w sumie dało ponad ośmiogodzinny maraton. A co na koniec tego maratonu? Otóż jubileuszową galę Jazzu nad Odrą zakończyli bracia Golcowie ze swoim „Ścierniskiem” oraz utwór kabaretowy w wykonaniu prowadzących całą galę Artura Andrusa i Jerzego Skoczylasa. Zdumiewające.

archpeak.com
Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że gala okazała się widowiskiem w wielu aspektach nietrafionym. Istny przerost formy nad treścią. Kilka koncertów było wręcz deprecjonująco za krótkich, kilka w ogóle niepotrzebnych oraz przy tym wszystkim fatalnie ze sobą zestawionych. No i z całym szacunkiem dla braci Golców, którzy nota bene wygrali jeden z konkursów na JnO (Acoustic Jazz Sextet 1997 r.), ale „Ściernisco” jako finał?

Przy tej okazji przychodzi mi na myśl nieśmiertelny cytat wybitnego architekta Ludwiga Miesa van der Rohe : „less is more”.


Oficjalnie festiwal kończył się może mniej jazzowym, ale za to jakże wyjątkowym wydarzeniem. Oto po 20 latach spotkali się na scenie Józef Skrzek, Apostolis Anthimos i Jerzy Piotrowski. SBB w oryginalnym składzie, zagrało podczas pierwszej części między innymi Erotyk i Freedom With Us. W połowie dołączył do grupy Marcin Pospieszalski, Sławomir Piwowar oraz Miłosz Wośko, który dyrygował Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach. W takim składzie wykonali suitę „Ze Słowem Biegnę do Ciebie” oraz między innymi „Memento z banalnym tryptykiem” i „Z których krwi krew moja”.  Wiadomo było, że będzie to dla wielu wiernych fanów SBB niezwykle ważna chwila, i mimo potknięć, czy może już nie tak sprawnego wokalu Józefa Skrzeka, chwila podniosła. Podwójne owacje na stojąco chyba są wystarczającym dowodem na to, że dla wielu to był piękny i emocjonalny koncert. 



niedziela, 13 kwietnia 2014

JnO - Hiromi/Napiórkowski/Childs/Ortiz


Nie ukrywam, że długo czekałam na ten dzień, który wydawał mi się być jedną z najciekawszych i najbardziej obiecujących propozycji festiwalu. O Hiromi Ueharze i jej trio nie mówiło się za dużo prasowych informacjach, podobnie jak o Ambrose Akinmusire, a przecież mimo, że są to artyści młodszego pokolenia (odpowiednio 35 i 32 lata) to już obdarzeni dużym uznaniem. Potem koncert naszego najlepszego polskiego gitarzysty Marka Napiórkowskiego z ostatnim projektem z płyty Up! w pełnym składzie, a na koniec Billy Childs Quartet. Jam sessions zapowiadał się równie interesująco bo oto na fortepianie grać miał kubański artysta Aruán Ortiz w kwartecie, co ciekawe z Gerardem Cleaverem za bębnami, czyli perkusistą znanym nam dobrze ze współpracy z Tomaszem Stańko w New York Quartet.


fot. Andrzej Olechnowski
Hiromi Uehara znana jest ze swoich niesamowitych umiejętności i szaleńczego tempa. Do Wrocławia przyjechała ze swoim trio. Gitara kontrabasowa Anthony’ego Jacksona i pokaźny zestaw perkusyjny Simona Phillpsa sprawiły, że koncert miał rockowe brzmienie. Rozpoczęli tytułowym kawałkiem z ostatniej ich płyty „Move”, jednak przeważały utwory przedpremierowe z albumu „Alive” mającego ukazać się w czerwcu, takie jak „Player” , „Dreamer” czy też piękne i spokojne fortepianowe solo podczas „Fire Fly”. Efektowne było to granie, trzeba przyznać, choć trochę może za mało było Hiromi w Hiromi. Uderzanie pięściami w klawiaturę czy granie unisono jedną ręką na fortepianie a drugą na keyboardzie może nie było konieczne, bo i tak koncert był ciekawy, przede wszystkim ze względu na świetnych muzyków, z którymi Hiromi gra w swoim trio. Nie mogę się natomiast zgodzić, że „efektów” było za dużo i tylko na nich ten koncert polegał.


fot. Andrzej Olechnowski
Marek Napiórkowski i jego ostatnia płyta „Up!” to nie lada przedsięwzięcie. Występ na JnO był świetną okazją, aby usłyszeć materiał na żywo i to w pełnym składzie. Aby jeszcze bardziej podkręcić atmosferę,  na saksofonach popisy dawali Adam Pierończyk jako gość specjalny i Henryk Miśkiewicz, który w nagraniach dał się namówić na klarnet, mimo, że to saksofon jest jego pierwszym instrumentem. Reszta bez zmian : niezastąpiony Krzysztof Herdzin, który zajął się aranżami, pełnił rolę dyrygenta i pianisty, Clarence Penn na perkusji oraz Robert Kubiszyn na gitarze basowej. Klasyczny rozmach i odbiór materiału z płyty w oryginalnym brzmieniu zawdzięczamy muzykom z nonetu. Jeśli ktoś płyty słuchał tak wiele razy jak ja, to na pewno zauważył pewne dodane barwy i docenił partie improwizowane, a także fakt że pojawiło się dużo utworów spoza albumu. Nie chce teraz wyjść na przedstawicielkę grup, które nad wyraz sobie cenią polskich wykonawców ponad resztę świata, ale Napiór nawet bardziej mi się podobał od Hiromi, czego się w ogóle nie spodziewałam. 

Billy Childs rok temu przyjechał do Wrocławia na zaproszenie Darka Oleszkiewicza do projektu Tribute to Charlie Haden”. Tym razem miał szansę zaprezentować własne kompozycje ze swoim  All Star Quartet : Stevem Wilsonem na saksofonie, Hansem Glawischnigiem na kontrabasie oraz Ari Hoenigiem na perkusji. Na koniec dnia, takiego jazzu w czystej postaci trzeba nam było. Po kolorowej i uroczej Hiromi i klasycznie zabarwionym koncercie Marka Napiórkowskiego można było odnaleźć prawdziwą radość z tej muzyki. Jego kompozycje zabrały słuchaczy w prawdziwie amerykański świat jazzu. Może nie był to najdłuższy koncert, bo razem z bisem trwał około półtorej godziny, ale przynajmniej tym razem, można było jeszcze zdążyć na Jam Sessions. Jakież było moje zdziwienie, kiedy się dowiedziałam, że Billy Childs grał z Chrisem Bottim i Stingiem. 

Tym razem w klubie festiwalowym gościliśmy pianistę Aruána Ortiza z  Joshem Ginsburgiem na kontrabasie, Rezem Abbasim na gitarze oraz –uwaga- Geraldem Cleaverem na perkusji. Artysta opowiedział o swojej płycie „Orbiting” i całej koncepcji z nią związanej. W jego utworach w istocie dało się wyczuć zapętlenia i krążenie wokół głównego motywu, niejako wprowadzające w trans. Radość z grania jaka malowała się na twarzy leadera chyba wyjaśnia wszystko. Myślę, że z powodzeniem ten kwartet mógł wystąpić na dużej scenie i zebrać sporą widownię.   To był udany dzień na Jazzie nad Odrą.

JnO - Cincotti/Akinmusire/Garret

Siódmy dzień festiwalu był iście amerykański i tak jak same Stany Zjednoczone, zarówno zachwycający, jak i wkurzający. Miks wokalistyki męskiej, młodego nowoczesnego jazzu oraz tego bardziej dojrzałego, miał pewnie pokazać jak bardzo skomplikowanym i złożonym zjawiskiem jest jazz. Czy się udało?

Pierwszą gwiazdą wieczoru był Peter Cincotti, amerykański kompozytor, pianista i wokalista o włoskich korzeniach, przedstawiciel sceny nowojorskiej. W swoich nowych kompozycjach, które głównie prezentował, był niestety boleśnie maistreamowy. Owszem, można było się spodziewać jakiego rodzaju muzyka to będzie, ale darujmy sobie eufemizmy w stylu „otworzenie się na szersze grono odbiorców” i po prostu powiedzmy bez ogródek „swoisty pop”. Koncert jednak, sam w sobie nie był zły. Artysta w swoją grę i śpiew wkładał całe serce, był przy tym naturalny i unikał zbytniego aktorskiego efekciarstwa, jedynie dodawał didaskalia do każdego utworu. Owacje na stojąco są chyba najlepszym dowodem na to, że publika była wniebowzięta. Myślę jednak, że to wydarzenie lepiej by się sprawdziło, gdyby było autonomiczne i nie podlegało festiwalowej koncepcji. Choć rozumiem chęć pokazywania jazzu w różnych odsłonach, to niestety nowa muzyka Petera Cincotti’ego wypadła już za jazzową orbitę i zbliżyła się nieco do stylistyki „Tańca z gwiazdami”. 


fot. Joanna Stoga
Zupełnie innych doznań przysporzył Ambrose Akinmusire Quintet. Ich występ na JnO był pierwszym punktem na trasie po Europie i jak sam trębacz powiedział, nie mógł sobie wyobrazić lepszego miejsca, żeby ją zacząć. (W Polsce można go było jeszcze usłyszeć 12.04 w Poznaniu).  Ten zdolny „cat” wypracował swój własny awangardowy język w graniu, ale nie osiada na laurach i nie przestaje poszukiwać nowych historii do opowiadania. Wydawanie w prestiżowej Blue Note w końcu nie tylko nobilituje, ale i zobowiązuje. Tego dnia było po trochu wszystkiego. Kilka kawałków  z „The Imagined Savior is Far Easier To Paint”, jak „Vartha” czy „As we fight” , utwór „Regret no more” przypomniał o albumie „When The Heart Emerges Glistening” a taże pojawił się zupełnie nowy materiał , nie nagrany jeszcze w studio. Szkoda jedynie, że zespół musiał się spieszyć, i nie mógł do końca wybrzmieć w pełni, bo zaraz na scenę miał wejść Kenny Garret, i tak już prawie dwie godziny później niż planowano.

fot. Joanna Stoga
Późna pora, zmęczenie, wyeksploatowana percepcja sprawiły, że u wielu pojawiły się momenty kryzysowe, jednak Kenny Garret Quintet nie pozwolił zasnąć. Wyśmienite solówki leadera, etniczne zabarwienie perkusjonaliami i śpiewem, gęstwina dźwięków, porywające tempo, wszystko wspaniale wyważone. Tego nie można było przegapić. Sam koncert był świetny, choć większość pewnie najbardziej zapamięta  słynny ich już numer z milionem bisów. Utwór „Happy people” najpierw rozkołysał publikę we wspólnym śpiewaniu, potem wyrwał foteli, a na końcu porwał a scenę do tańca. Sami muzycy chyba nie spodziewali się takiego odbioru, ani tego, że będą… beat-boxować i rapować. Nie na każdym koncercie przecież się tak zdarza, że nie tylko publiczność, ale też członkowie zespołu, wyjmują smartphony i nagrywają to, co dzieje się na scenie. Główny motyw rozbrzmiewał jeszcze w hallu za sprawą zachwyconej i w pełni usatysfakcjonowanej publiki. O tym wydarzeniu, na pewno jeszcze długo się będzie mówiło.
Niestety na Macieja Fortunę w „Rurze” już nie dałam rady dotrzeć, ale gratuluje wytrwałym, którzy o 2. w nocy nie mieli jeszcze dość oraz samemu trębaczowi, który był zmuszony tak późno grać. Przy okazji apeluję do organizatorów aby trzymali się ram czasowych, które sami założyli, wyjdzie to na dobre publice, artystom i obsłudze.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Półmetek JnO.

Połowa festiwalu minęła, jednak dla mnie był to pierwszy dzień. Prosto z samolotu pobiegłam do Impartu sprawdzić jak trzyma się załoga stałych bywalców, która nie kryła zmęczenia. Znalazłam się w komfortowej sytuacji, pozbawiona ciężaru i przeładowania koncertowego.


Szósty dzień był wyjątkowy ze względu na rozstrzygnięcie konkursu festiwalowego, który jest nieodłącznym punktem programu. Cała 50-letnia historia Jazzu nad Odrą wiąże się przecież właśnie z konkursem. Jak co roku młode zespoły mają szansę zaprezentować się przed znamienitym jury oraz wymagającą publiką, a samo zakwalifikowanie się do tego etapu już jest dużym wyróżnieniem. Wśród ośmiu szczęśliwców wyłonionych przez Artura Lesickiego, Igora Pietraszewskiego i Wojciecha Siwka, znalazły się po dwa zespoły z Krakowa, Poznania i Wrocławia, oraz dwa międzynarodowe składy osadzone w Niemczech i Austrii.
Młode talenty oceniało jury w składzie: Kuba Stankiewicz, Darek Oleszkiewicz, Paweł Brodowski 
Marek Dusza i Marcus Wyatt. „Jestem dumny z uczestników. Poziom był niezwykle wysoki. Jestem dumny z festiwalu, z miasta Wrocław, które wspiera festiwal oraz z publiczności„ mówił Oles, podsumowując konkurs.

 A teraz przejdźmy do rzeczy, czyli do wyników, bo przecież to jest najistotniejszą informacją z przebiegu wczorajszego wieczoru. A oto laureaci:

Grand Prix festiwalu (25 tys. złotych)
NSI Quartet w składzie:
Cyprian Baszyński - trąbka,
Bartłomiej Prucnal - saksofon,
Piotr Południak - kontrabas
Dawid Fortuna - perkusja


Druga nagroda  (10 tys. złotych) ufundowana przez STOART.
Dima Bondarev Quintet w składzie:
Dima Bondarev -  trąbka (Ukraina)
Igor Osipow – gitara (Ukraina),
Ludwig Hornung – fortepian (Niemcy)
Andreas Lang – kontrabas (Dania)
Jesus Vega – perkusja (USA)

Nagrody ZAIKSu :
Nagroda specjalna (5 tys. złotych) na podróż do Los Angeles i warsztaty z Darkiem Oleszkiewiczem dla kontrabasisty – Jakuba Dworaka, oraz dwie nagrody (2x2,5 tys. złotych) dla  pianistów: Michała Szkila i Tomasza Jędrzejewskiego

Nagroda „Best Time Keeper” zegarek o wartości ponad 3 tys. złotych od jednego ze sponsorów, marki Oris:
Mateus Haddim, brazylijski perkusista, najmłodszy uczestnik konkursu.

Jak podkreślał dyrektor festiwalu Wojciech Siwek, tak wysokiej nagrody nie ma na żadnym innym polskim festiwalu, a żeby tego było mało, prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz postanowił tę pulę podwoić. Na początku wywołało to może lekkie niedowierzanie wśród publiki, ale po euforycznych oklaskach prezydent chyba nie ma innego wyjścia jak z tej obietnicy się wywiązać. Ciekawe jakie inne niespodzianki jeszcze nam szykuje ta jubileuszowa edycja?

Dalszy ciąg wieczoru upływał nadal pod znakiem konkursu, Kwartet Mariusza Bogdanowicza, w którego skład wchodzą laureaci konkursu JnO z poprzednich lat, wystąpił z materiałem z płyty SYNTONIA (z greckiego „współbrzmienie”). Na fortepianie grał Paweł Tomaszewski, za bębnami zasiadł Sebastian Frankiewicz, a na saksofonie Adam Wendt, którego syn Tomasz również został wyróżniony na JnO w zeszłym roku.
Tytuł albumu to termin wprowadzony przez Bleulera oznaczający w skrócie chęć nawiązywania bliskich kontaktów z ludźmi, co udało się zespołowi osiągnąć. Bardzo emocjonujące i emocjonalne to było granie. Melodyjna i niekiedy romantyczna muzyka spowodowała, że między słuchaczem a zespołem pojawiła się ta nić, o którą leaderowi zapewne chodziło. Można było zapomnieć o świecie i dać się wciągnąć całkowicie.

fot. Andrzej  Olechnowski
Z tego błogiego nastroju wyrwał słuchaczy krótki, aczkolwiek intensywny koncert laureatów, którzy zagrali co prawda tylko trzy utwory (Ostatni, Good Bye Jądro i Oczy Kobry), ale i tak zdążyli zrobić na słuchaczach wrażenie. Co jest charakterystyczne dla tej grupy, to zaskakujące zwroty akcji, kiedy to niepozorna i spokojna muzyka w ułamku chwili przeobraża się w intensywne i głośne gradobicie dźwięków. Na uwagę też zasługuje perkusja Dawida Fortuny, której nadaje wręcz elektroniczny charakter. Obowiązkowo należy sprawdzić ich album Introducing. W tych muzykach jest moc.

Na koniec tego intensywnego dnia nastąpiła zmiana ról. Na scenie znaleźli się Ci, którzy wcześniej artystów oceniali, czyli Darek Oleszkiewicz i Kuba Stankiewicz w duecie. W takiej konfiguracji grali ostatnio ponad 30 lat temu. Zaprezentowali materiał przedpremierowy, autorstwa Stankiewicza, który postanowił poświęcić się tym razem muzyce Victora Younga. Poprzednio wziął na barki utwory Wojciecha Kilara, co zaowocowało płytą „Kilar” wydaną w ubiegłym roku. Victor Young był kompozytorem porównywanym z Georgem Gershwinem. W Warszawie szkolił się na skrzypcach pod okiem Barcewicza i Statkowskiego. Wśród wybranych kompozycji jego autorstwa znalazły się głównie motywy z filmów z lat czterdziestych i pięćdziesiątych takich jak Something to live for czy Johny Guitar. Nie mogło zabraknąć klasyków, czyli Stella by Starlight, Love Letters i Beautiful Love. Duet prezentował je z niezwykłą lekkością i klasą. W tej muzyce nie było niczego niepotrzebnego. Wspaniale wyważone, eleganckie i pełne wdzięku granie, w które można się było zatopić po uszy. Panowie – czapki z głów.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Program 50. Jazzu Nad Odrą !

Festiwalowi Jazz nad Odrą za dwa miesiące stuknie 50 lat. Kiedy pół wieku temu zorganizowano pierwszy studencki przegląd zespołów jazzowych, chyba nikt się nie spodziewał, że urośnie on do rozmiarów międzynarodowego wydarzenia. Dziś poznaliśmy listę gości, którzy pojawią się w kwietniu we Wrocławiu, a wśród nich między innymi Hiromi Uehara, Ambrose Akinmusire, Kenny Garret , Billy Childs, Gregory Porter... Lista jest jednak wciąż otwarta, gdyż organizatorzy prowadzą rozmowy z Davidem Sanbornem. 
Nie zabraknie także polskich sław. Materiał z nowej płyty Up! zaprezentuje Marek Napiórkowski, w starym składzie usłyszymy SBB, swoją obecność zadeklarował również Darek Oleszkiewicz, którego na razie nie ma w rozpisce, ale na pewno się pojawi. To oczywiście jedynie kilka nazwisk z długiej listy znakomitych muzyków, którzy wystąpią na tegorocznym JnO. Niewykluczone, że i tu zajdą pewne zmiany.
Do stałych punktów programu należy konkurs na indywidualność jazzową, który przez lata wyłonił wielu wspaniałych polskich artystów.  W tym roku również młode zespoły będą mogły zaprezentować swoje umiejętności przed festiwalowym jury. Czego jeszcze nie może zabraknąć to oczywiście –jak to mawia Jan Ptaszyn Wróblewski- sesji z powidłami, czyli jam sessions. W tym roku organizatorzy postanowili reaktywować zamknięty od kilku lat, legendarny klub Rura, odwzorowując jego wnętrze w sali kameralnej Impartu.  istnieje realna szansa na prawdziwą reaktywację w dawnej lokalizacji w przyszłym roku – trzymamy kciuki. 
Festiwal niezmiennie zakończy wielka gala jazzu, jednak tym razem, nie odbędzie się ona w klubie festiwalowym, a w ogromnej Hali Stulecia. Może w tym roku starczy miejsca dla wszystkich chętnych, gdyż zawsze bilety wyprzedawane są na długo przed imprezą.
Poza koncertami, festiwalowi towarzyszyć będą także inne wydarzenia, jak wystawy, pokazy filmów czy też spektakle muzyczne. 
A oto szczegółowy program:


4.04.2014 (piątek)

KINO NOWE HORYZONTY
Przegląd filmów dokumentalnych Andrzeja Wasylewskiego i recital HANNY BANASZAK

IMPART, MAZOWIECKA 17
OTWARCIE KLUBU FESTIWALOWEGO „RURA”  JAM SESSION

5.04.2014 (sobota)

TEATR MUZYCZNY CAPITOL
RAT PACK czyli Sinatra z kolegami
premiera spektaklu muzycznego TM CAPITOL
scenariusz i reżyseria: Konrad Imiela

IMPART, MAZOWIECKA 17
Piotr Baron “GUMBO GET” PROJECT
Piotr Baron – tenor saxophone, soprano saxophone, bass clarinet;
Robert Majewski – trumpet, fluegelhorn;
Grzegorz Nagórski – trombone, euphonium;
Michał Tokaj – piano;
Jacek Niedziela - Meira – double bass;
Frank Parker – drums;
Joachim Menzel – hurdy-gurdy;
Jorgos Skolias – vocal;

RURA SESSION

6.04.2014 (niedziela)

IMPART, MAZOWIECKA 17
TERENCE BLANCHARD QUINTET
Terence Blanchard – trumpet;
Brice Winston – tenor saxophone;
Fabian Almazan – piano;
Robert Hurst – bass;
Jeff Watts – drums;

RURA SESSION

7.04.2014  (poniedziałek)

IMPART, MAZOWIECKA 17
PIOTR WOJTASIK  QUARTET
Piotr Wojtasik – trumpet;
Viktor Toth – alto saxophone;
Stefan Weeke – bass;
John Betsch – drums;

IMPART, MAZOWIECKA 17
GREGORY PORTER – vocal, lead;
feat. Yosuke Sato – tenor saxophone;
Chip Crawford – piano;
Aaron James – bass;
Emanuel Harrold – drums;

RURA SESSION
    
8.04.2014 (wtorek)

IMPART, MAZOWIECKA 17
PIERWSZY DZIEŃ PRZEGLĄDU KONKURSOWEGO

IMPART, MAZOWIECKA 17
LAUREAT GRAND PRIX 2013 Licak/Wośko Quartet

IMPART, MAZOWIECKA 17
HOUSTON PERSON QUARTET:
Houston Person tenor saxophone;
John Di Martino piano;
Matthew Parrish bass;
Chip White drums;

RURA SESSION

9.04.2014  (środa)

IMPART, MAZOWIECKA 17
DRUGI DZIEŃ PRZEGLĄDU KONKURSOWEGO

IMPART, MAZOWIECKA 17
DAN TEPFER SOLO

IMPART, MAZOWIECKA 17
MARIUSZ BOGDANOWICZ QUARTET
Mariusz Bogdanowicz – acoustic bass;
Adam Wendt – tenor & soprano saxophones;
Paweł Tomaszewski – piano, keyboards;
Sebastian Frankiewicz – drums;

RURA JAM SESSION

10.04.2014 (czwartek)

HALA STULECIA, WYSTAWOWA 2
AMBROSE AKINMUSIRE QUINTET
Ambrose Akinmusire – trumpet;
Walter Smith III – tenor saxophone;
Sam Harris – piano;
Harish Raghavan – bass;
Justin Brown – drums; 

HALA STULECIA, WYSTAWOWA 2
PETER CINCOTTI TRIO

HALA STULECIA, WYSTAWOWA 2
THE KENNY GARRETT QUINTET
Vernell Brown – piano;
Corcolan Hort – bass;
McClenty Hunter – drums;
Kenny Garrett – alt saxophone;
Rudy Bird – percussion;

RURA SESSION

11.04.2014 (piątek)

IMPART, MAZOWIECKA 17
MAREK NAPIÓRKOWSKI UP! 
Krzysztof Herdzin – piano;
Clarence Penn – percussion;
Robert Kubiszyn – double bass, bass guitar;
Adam Pierończyk – tenor & soprano saxophones;
Henryk Miśkiewicz – bass clarinet;

IMPART, MAZOWIECKA 17
ARUÁN ORTIZ QUARTET:
Aruán Ortiz piano;
Josh Ginsburg  bass;
Nasheet Waits drums;
Rez Abbasi guitar;

IMPART, MAZOWIECKA 17
BILLY CHILDS ALL-STAR QUARTET:
Billy Childs – piano;
Steve Wilson – alt saxophone;
Hans Glawischnig – bass;
Ari Hoenig – drums;

IMPART, MAZOWIECKA 17
HIROMI : THE TRIO PROJECT
feat. Anthony Jackson bass;
Simon Phillips drums;

RURA SESSION

12.04.2014 (sobota)

HALA STULECIA, WYSTAWOWA 2
GALA 50-LECIA JAZZU NAD ODRĄ

13.04.2014 (niedziela)

Orkiestra Symfoniczna i Big Band Akademii Muzycznej Wrocław
p/dyr. Marka Pijarowskiego: Rolf Liebermann CONCERTO FOR JAZZ BAND & SYMPHONY ORCHESTRA    

IMPART, MAZOWIECKA 17
SBB Reunion
Józef Skrzek
Apostolis  „Lakis” Anthimos
Jerzy „Keta” Piotrowski
Goście:
Marcin Pospieszalski - bass
Miłosz Wośko - piano i aranże na orkiestrę 


RURA SESSION

Imprezy towarzyszące:

_ PARADA NOWOORLEAŃSKA
_ LAUREACI OSTATNIEJ DEKADY – KONCERTY KLUBOWE, TERMIN: 6-10.04.2014
_ Wystawa plakatów konkursowych  2013 oraz wystawa historyczna
    Jazzu nad Odrą – Impart,  Mazowiecka 17
_ ECHOJazz – projekt filmowo - muzyczny dla dzieci – KINO NOWE HORYZONTY,
   TERMIN:  4, 5, 11.04.2014


Za informacje dziękuje mojemu szpiegowi Lechowi! ;)